Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Azjatyckie klimaty’ Category

Zaczęłam od ostatniej książki pana Bruczkowskiego, ale nie szkodzi, w każdej prawi o czymś innym (jak sam pisze w posłowiu (którego nikt nie czyta)). Od tej akurat, bo tylko ją miała moja koleżanka, która była skłonna podzielić się nią ze mną (swoją drogą, zapalona japonistka, ucząca się tegoż języka dzielnie, podziwiam).

Książka traktuje o Radiu Yokohama (oh, cóż za zaskoczenie ;)) i wszystkim tym, co się w nim dzieje. O ludziach, którzy się nie słuchają, o duchach, które straszą, o Wiecznie Nieobecnej Szefowej oraz o zbliżającym się końcu świata. I samym miejscu.

Miejscu dziwnym i nietypowym. 4 budynki, połączone w całość. Kiedyś love hotel, teatr, sierociniec, pijalnia sake i mnóstwo innych, równie ciekawych. Aktualnie radio, studia, hotel dla klientów i pracowników, nagrywanie reklam i płyt. Siłownia, kozetka u pana Tabashi, sklepik, który wszystko ma, fryzjer raz na jakiś czas i drzewko bonsai, wiecznie przewracane.

I kilkoro ludzi. Mieszkających w owym miejscu. Nie opuszczających go (chyba, że za próg, na tylną uliczkę, po pizzę z wodorostami i składnikami, o których lepiej nie wiedzieć). Główny bohater, Martin Bos (przez jedno s!). DJ John. Andrew. Pan Ikeda (idol mój ;-)), pan Hayakawa. Amanda oraz zespół Y2K (świata koniec…). I, jakże barwna postać, kot Debiru. (Plus parę innych, mniej interesujących osób.) Wszyscy zaprzyjaźnieni, dobrze czujący się w swoim gronie. I chodzący wspólnie po ścianach Radia.

Bardzo przypadło mi do gustu lekkie pióro autora, a cięty język powodujący powstanie zabawnych sytuacji tylko dodaje powieści smaczku. Świetny pomysł z dwoma narratorami – kobietą i mężczyzną. Miło spojrzeć na coś z dwóch różnych perspektyw. Fabuła interesująca.
Mały minus, szczegół taki – zakończenie. Wolę jasne i klarowne. 😉

Cudna książka, wciągająca bardzo i rozśmieszają mocno. Pochłonięta w kilka wieczorów. BARDZO polecam! 🙂

Ocena: 5/5

Reklamy

Read Full Post »

motylnawietrzereikimuraBzdurne romansidło w japońskim wydaniu. Te zdanie towarzyszyło mi niemal od pierwszych stron ‚Motyla na wietrze’. 

Sama historia, podobno prawdziwa, jest do zaakceptowania. Piękna dziewczyna z biednej rodziny zostaje zabrana jako panienka do towarzystwa konsula amerykańskiego przyczyniając się do otwarcia japońskich granic i przy okazji swojego końca.

Nie podoba mi się jednak forma opowieści, Pani Kimura zawaliła sprawę. Nieciekawe dialogi, teksty, których dwunastoletnie dziecko na pewno by nie wypowiedziało (a może mam za małą wiarę w maluchy?). Wiele rzeczy autorka musiała sobie dopowiedzieć i naprawdę zrobiło się z tego nudne i zwyczajne romansidło. Te wytykanie palcami i wyśmiewanie, mówienie ‚nie’ ukochanemu (‚nie mogę, bo go zranię’, ‚on na mnie nie zasługuje‚ <- jak z jakiejś telenoweli), czy same zachowanie Okichi (‚jestem taka biedna, taka nieszczęśliwa‚).

Mam na swoim koncie przeczytanych książek trochę tych o tematyce japońskiej. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że ta była najgorsza. Całe szczęście, że krótka, ale i tak żal wydanych pieniędzy.

70176

Figurka Okichi Saito (źr. http://kyototraditions.com/geisha-okichi-saito-nodder-p-247.html)

Ocena: 2,5/5

Tak swoją drogą, szukając jakiś informacji na temat historii Okichi Saito, natrafiłam na ciekawę stronę dotyczącą podróży po Japonii. Był między innymi kosztorys, po przeliczeniu na złotówki średni budżet’ (dzienny) to ok 200zł, ‚niski’ już tylko 95zł. 😉 Szkoda, że bilety na samolot takie drogie. 😉

Read Full Post »

okladka-640Seks, kasa i narkotyki. Plus chory umysłowo brat i kazirodztwo. Taka sobie codzienność Ami. Książka mocna i ciężka, poruszająca poważne tematy.

Ami, siedemnastolatka, która, żeby zarobić na odwiedziny brata, musi pracować w Dymaksie. Dymaksie, który założyła wraz ze swoimi szkolnymi znajomymi. Dymax. Dymanie na maxa.

Ami, zakompleksiona dziewczyna, która udaje, że nic ją nie obchodzi. A tak naprawdę obchodzi ją, i to dużo. Szczególnie ojciec, którym, jak się okazuje, jest dawca spermy 307. I oczywiście brat, dla którego chce jak najlepiej.

Polecam.

Wszyscy byliśmy znudzeni i wygłodniali pieniędzy oraz podniet. Chcieliśmy zarabiać inaczej, niż przewracając hamburgery w McDonaldzie za kilkaset jenów na godzinę. A poza tym chcieliśmy się wypiąć na rodziców i szkołę.

Ocena 4/5

Read Full Post »

wnuczka„Minipowieść Philippe Claudela”. Ledwie 132 strony. Ale za to jakie…

Poznajemy dziadka (Pana Linha) z wnuczką (Sang Dieu) na statku płynącym do nowego świata. Nie wiemy, skąd płyną (oczywiście, możemy się domyślać) ani dokąd konkretnie. Na początku również o nich samym niewiele wiemy. Poznawać ich będziemy wraz z kolejnymi stronami, dzięki wspomnieniom Pana Linha. Wspomnieniom opowiadanym m.in. przy okazji spotkań ze swoim przyjacielem, Panem Bartem, poznanym na ławce na przeciwko parku. Nie znają swoich języków, a jednak rozumieją się świetnie.

Pan Linh mieszka w ośrodku dla uchodźców i codziennie wybiera się na spacer dla zdrowia, ale nie swojego, a swojej wnuczki. O siebie nie dba, wszystko, co robi, robi właśnie dla Sang Dieu. Opiekuje sie nią z wielkim poświęceniem. Pod koniec wędrówki przysiada wraz ze swoim przyjacielem na ławeczce i „rozmawiają”. Oboje przeżyli wiele, oboje stracili rodziny; rozumieją się bez słów. Przyjaźń się pogłębia, lecz spokój nie trwa wiecznie.

Pan Linh zmienia miejsce zamieszkania, zmienia się jego sytuacja. On nie mógł i nie chciał się poddać, szczególnie ze względu na swoją ukochaną wnuczkę, która łączyła go z dobrymi, jak i złymi wspomnieniami związanymi z ojczyzną.

Podczas czytania doświadczałam wielu różnych uczuć. Smutek (sytuacja w jakiej znalazł się Pan Linch z wnuczką), wzruszenie (miłość, czułość i poświęcenie, które okazywał wnuczce),  czy zaskoczenie (zakończenie książki).

Krótko, acz treściwie. Powieść o wielkiej miłości i wspaniałej przyjaźni. Zdecydowanie „Wnuczka Pana Linha” przypadła mi do gustu i polecam. Nie jest to trzymający w napięciu kryminał, lecz kiedy musiałam na chwilę porzucić lekturę, całą sobą chciałam wrócić do czytania.

Ale nie bój się, jestem tu, nic ci się nie może przytrafić, jestem stary, ale znajdę w sobie jeszcze tyle sił, ile trzeba, dopóki będziesz przypominać mały zielony owoc mango, któremu niezbędny jest stary mangowiec.

Ocena: 10/10

Read Full Post »