Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Francja’ Category

Mam problem z napisaniem recenzji tej książki. Z jednej strony, wciągająca, przedstawiona historia interesująca, z drugiej jednak strony – kompletnie mnie to wszystko nie poruszyło. I nie wiem, dlaczego ‚Pachnidło’ zrobiło taką furrorę na świecie.

Süskind przedstawia nam ciekawą koncepcję odbioru otaczającego nas świata – poprzez zapachy. Jednocześnie, ukazuje Paryż, miasto, które teraz jest właśnie królestwem zapachów i mody, jako najbardziej śmierdzące miejsce na świecie. I ludzi, jako najbardziej śmierdzące stworzenia na świecie.

Główny bohater, Jan Baptysta Grenouille, jedyny człowiek na ziemii, który nie pachnie, tym samym od początku sprowadzając na siebie kłopoty. Jego matka chciała go zabić, kolejne opiekunki się go pozbywały. Ten jednak, porównując się do kleszcza, który czyha na swe ofiary, kompletnie niczym się nie zrażał. Od początku wiedział, czego chce, musiał tylko, jak ten kleszcz, czekać. I doczekał się.

Zaczął pracę w perfumerii, gdzie poznawał wszystkie tajne techniki i sposoby wytwarzania nowych zapachów. Samo tworzenie zapachów nie robiło na nim wrażenia, przecież sam od dawna robił to samo, ale w swojej głowie. Jednakże, wydobywanie zapachów z kwiatów, roślin zaowocowało złowieszczą myślą, w której trwał, aż do swego upadku.

Chciał pachnieć tak, żeby cały świat padł przed nim na kolana. I wiedział, że da się to zrobić.

Historia psychopaty, jego sposób odbioru świata (i nie chodzi mi tutaj o owe zapachy) i przedstawienie go, kompletnie mnie nie poruszyły. Nie wiem, były trochę naiwne? Biedny morderca, którego nikt nie kocha i wszyscy odrzucają. Porozczulajmy się. :]

Z drugiej strony, jest to naprawdę dobre czytadło, wciągające, z ciekawą fabułą. Nie uważam jednak, żeby była to wielka powieść.

Ocena: 3/5

Reklamy

Read Full Post »

Wyjątkowo polubiłam tego typu literaturę. Czyli autor wybywa ze swego rodzimego kraju i osiada w innym, poznając ludzi, język, kulturę, a wszystko to zapisując i wydając w książkowej formie. Uwielbiam czytać różne spostrzeżenia na temat danego państwa i dziwnych zwyczajów mieszkańców. I to jest powód, dla którego ostatnimi czasy ciągle się w takie lektury zaopatruję. Natrafiając na te lepsze i, niestety, gorsze.

‚Cena wody w Finistere’ zalicza się do tej drugiej kategorii. Nie zauroczyła mnie autorka i jej sposób bycia. A czytanie na co drugiej stronie, jakie to napisanie książki o Finistere jest trudną sztuką, wręcz niemożliwą i wyżej wymieniona pani tego nie potrafi i nie chce nawet, trochę mnie nudziło.

Nie natrafiłam tutaj na to, czego oczekuję od tego typu literatury (a czego, patrz pierwszy akapit ;-)). Za to zostałam zarzucona mnóstwem informacji o kwiatach, krzewach, drzewach. Sadzeniu, przesadzaniu, pielęgnacji, wykopywaniu, przenoszeniu roślin. A nawet przesuwaniu ogromnych kamieni. Zdecydowanie poleciłabym tę książkę jakimś zapalonym ogrodnikom, będzie w sam raz. Ja, niestety, mam z tym mało wspólnego i kompletnie mnie to nie interesuje. A, przyznajmy szczerze, o tym jest 3/4 powieści. Nuda.

Uśmiałam się trochę przy rozdziale dotyczącym językowych pomyłek autorki. 🙂 Bardzo miło się to czytało, a niektóre sytuacje naprawdę powodowały u mnie wybuchy śmiechu. Wielki plus za to.

Podsumowując. Jeśli macie ochotę przeczytać o perypetiach obcokrajowca we Francji, trzymajcie się od tej książki z daleka. Za to jeśli macie ochotę poczytać o domowym ogrodnictwie w tym kraju i poradach dotyczących zakładania własnej dżungli, biegnijcie czym prędzej do księgarni i chwytajcie za ‚Cenę wody w Finistere’.

Na sekretarkę malarza nagrywam:
– Dzień dobry być madame, jestem zapomniana jedna rzecz, kiedy pan te rzeczy proszę. Łóżek noga przechodzona. Ja nie zdążyć ją.

Koniec taśmy, dzwonię jeszcze raz:
– Tak! Ta madame znów. Znów. Ściana ta nowy, niedobrze wiem po francusku dobranoc.

Ocena: 3/5

Read Full Post »

maylePo Bretanii odwiedziłam kolejny rejon Francji, tym razem padło na Prowansję. I znowu się nie rozczarowałam. 🙂 Ahh, jakże ja bym chciała wybrać się w taką podróż po tym kraju… 😉 Dane mi było tylko przejechać wzdłuż i zajechać do Paryża (w drodze do Hiszpanii).

Książka zawiera kilkanaście rozdziałów, w których opisane są różne przygody/spostrzeżenia (lub to i to) autora na temat samej Prowansji i Prowansalczyków. Interesujące było zapoznanie się z lekturą, jak i porównanie jej z poprzednią (‚Nie będę Francuzem’). Oczywiście wniosek jeden – kraj ten sam, za to wiele różnic i wręcz zupełnie innych/odmiennych zachowań i sposobów bycia.  Jednak, porównując jeszcze obie książki, bretońskie wydanie jednak bardziej przypadło mi do gustu. Uzasadnić tego nie uzasadnię, takie po prostu są moje odczucia dziwne. 😉

Tak czy siak, obie książki serdecznie polecam. Nie tylko na lato, zimą przecież też potrzebujemy słońca, a tego w obu lekturach zdecydowanie nie brakuje. 😀

słynne prowansalskie lawendowe pola

słynne prowansalskie lawendowe pola

Ocena: 4/5

ps. Polecicie mi jeszcze jakąś książkę tego typu, ale opisującą inny rejon Francji? Będę wdzięczna. 😀

Read Full Post »

768346Książka kupiona pod wpływem chwili kilka godzin przed wyjazdem. 😀 Pojechałam do Świata Książki skorzystać z Letniej Wyprzedaży, a wyszłam z ‚Nie będę Francuzem’. To był zdecydowany strzał w dziesiątkę.

Autor opowiada o swojej podróży do Francji, ‚na koniec świata’, do Plobien. Podróży, która zaczyna się zdecydowanie nie tak, jak powinna, za to kończy kupnem domu (pomimo wielu trudności) i mnóstwem świetnych wspomnień. 😉 Owy Amerykanin nie mówi po francusku, zna kilka tylko słów, więc początkowo wszystko opiera się na jego dziewczynie – to ona kupuje bilety, wynajmuje dom, porozumiewa się na dworcach. Jednak z czasem bariera językowa powoli zanika, za to zaczynają się kłopoty z Kathryn, Mark nabiera pewności siebie i zaczyna sam dogadywać z mieszkańcami miasteczka. Oczywiście wynika przy tym mnóstwo śmiesznych sytuacji, jak chociażby z kupowaniem listków laurowych. 😉

Cała książka napisana jest lekko i przyjemnie, pochłania się ją bardzo szybko i wbrew pozorom trudno się jest od niej oderwać. A dodatkowo mamy możliwość, wraz z autorem, zagłębiać się w tamte rejony Francji, poznawać kulturę i obyczaje, niekiedy bardzo różne od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. A wszystko okraszone pewną dawką zdjęć z opisywanych miejsc. 🙂

‚Nie będę Francuzem’ serdecznie polecam, szczególnie fanom tego typu literatury. 🙂

W piątek przed weekendem, w który ma się odbyć owo fete, jadę do Loscoat i widzę wielbłąda przywiązanego do ogrodzenia przy nadbrzeżu. Chyba tylko ja uznaję, że to interesujące i dziwne, co już samo w sobie jest interesujące, bo moje krótkotrwałe nauczyło mnie, że tutaj ludzie ciekawi są wszytskiego. Wszystkiego, z wyjątkiem tego wielbłąda, co pewnie oznacza, że to nic nowego, niespodziewanego czy zaskakującego, chociaż ja po raz pierwszy widzę w mieście wielbłąda.

Ocena: 5/5

Read Full Post »