Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Przeczytane w 2009’ Category

Chyba jestem wyjątkiem, ale mnie osobiście Włochy kompletnie nie pociągają i nie kuszą. Nie mam marzeń pod tytułem ‚domek w Toskanii’ albo chociaż ‚wakacje nad włoskim morzem’. Fajnie, że są, niech będą, ale na wakacje to ja bym do Szwecji lub Francji wolała pojechać. 😉

Po ‚Winnicę w Toskanii’ jednak sięgnęłam i był to całkiem udany wybór.

Ferenc Máté, Węgier, pisarz, żeglarz z zamiłowania. Mąż Candance i ojciec Bustera. Marzyciel, który jak sobie coś postanowi, to doprowadzi to do celu. I tak się stało właśnie ze słynną Winnicą w Toskanii.

Panu Máté zachciało się ruiny. Kilkusetletniej ruiny do odremontowania i doprowadzenia do stanu używalności. Z winnicami oczywiście. Nie mógł być to już odnowiony dom lub taki ledwo wybudowany. Nie, to miała być stara i zniszczona ruina. Po wielu poszukiwaniach, przejechaniu Toskanii wzdłuż i wszerz, prawie poddaniu się, Candance, jak zwykle niezawodna, znalazła. Znalazła to, czego Ferenc Máté tak pragnął.

Il Colombaio. Trzynastowieczny klasztor położony w dolinie Montalcion. I 24 hektary doskonałych pól pod winnice. Miłość od pierwszego wejrzenia. 🙂

Autor po kolei zapoznaje nas ze wszystkim, co związane jest z odnawianiem jego wymarzonego domu i powstawaniem wyśnionej winnicy. Czytając, wspólnie z autorem przez wszystko przechodzimy. Każde sukcesy, niepowodzenia odczuwamy razem z Máté. Z jego przyjaciółmi, robotnikami, dziwnymi perypetiami, zdecydowanie nie można się tu nudzić.

Ferenc Máté opowiada z wielką pasją. Widać i czuć, że to jest właśnie to co kocha – rodzina, Il Colombaio, Toskania. Pomimo tych wszystkich niepowodzeń, on się nie zraża i ciągnie dalej budowę domu i przygotowania pod działalność pierwszej własnej winnicy. Co kończy się takimi efektami, o jakich pewnie w ogóle nie śnił. 🙂 Ale na co zasługiwał.

Powieść czyta się jednym tchem, jakby czytana historia była przez kogoś właśnie opowiadana na żywo. Baaaardzo przyjemna lektura. Szczególnie na te śnieżne mroźne dni.

Ocena: 4,5/5

ps. Jeśli ma ktoś ochotę zobaczyć, jak wygląda owa winnica, zapraszam na oficjalną stronę autora: http://www.ferencmate.com/

ps2. Ale do Włoch nadal się nie przekonałam. 😛

Reklamy

Read Full Post »

Mam problem z napisaniem recenzji tej książki. Z jednej strony, wciągająca, przedstawiona historia interesująca, z drugiej jednak strony – kompletnie mnie to wszystko nie poruszyło. I nie wiem, dlaczego ‚Pachnidło’ zrobiło taką furrorę na świecie.

Süskind przedstawia nam ciekawą koncepcję odbioru otaczającego nas świata – poprzez zapachy. Jednocześnie, ukazuje Paryż, miasto, które teraz jest właśnie królestwem zapachów i mody, jako najbardziej śmierdzące miejsce na świecie. I ludzi, jako najbardziej śmierdzące stworzenia na świecie.

Główny bohater, Jan Baptysta Grenouille, jedyny człowiek na ziemii, który nie pachnie, tym samym od początku sprowadzając na siebie kłopoty. Jego matka chciała go zabić, kolejne opiekunki się go pozbywały. Ten jednak, porównując się do kleszcza, który czyha na swe ofiary, kompletnie niczym się nie zrażał. Od początku wiedział, czego chce, musiał tylko, jak ten kleszcz, czekać. I doczekał się.

Zaczął pracę w perfumerii, gdzie poznawał wszystkie tajne techniki i sposoby wytwarzania nowych zapachów. Samo tworzenie zapachów nie robiło na nim wrażenia, przecież sam od dawna robił to samo, ale w swojej głowie. Jednakże, wydobywanie zapachów z kwiatów, roślin zaowocowało złowieszczą myślą, w której trwał, aż do swego upadku.

Chciał pachnieć tak, żeby cały świat padł przed nim na kolana. I wiedział, że da się to zrobić.

Historia psychopaty, jego sposób odbioru świata (i nie chodzi mi tutaj o owe zapachy) i przedstawienie go, kompletnie mnie nie poruszyły. Nie wiem, były trochę naiwne? Biedny morderca, którego nikt nie kocha i wszyscy odrzucają. Porozczulajmy się. :]

Z drugiej strony, jest to naprawdę dobre czytadło, wciągające, z ciekawą fabułą. Nie uważam jednak, żeby była to wielka powieść.

Ocena: 3/5

Read Full Post »

Moje pierwsze, tak bliskie, spotkanie z Hawaną. Ale za to jakie udane! 😉

Mario Conde, detektyw z hawańskiej policji, osoba uwielbiająca rum, kobiety i kuchnię matki jego przyjaciela, Chudego. Dodatkowo niedoszły pisarz, miłośnik Hemingweya.
W czasie kilku dni wolnych od pracy, dostaje telefon od Szefa. Nieznoszący sprzeciwu głos każe mu się natychmiast stawić na posterunku. Na kacu, ledwo żywy, jedzie tam i spotyka go zdecydowanie niemiła niespodzianka. Zaginął Rafael Morin, ważna postać w świecie handlowym. I, co najgorsze, dawny znajomy, szczerze nielubiany przez Conde. Ostatnią rzeczą jakiej by pragnął, jest szukanie Morina. Tak się wszystko zaczyna…

Leonardo Padura nakreśla bardzo ciekawy obraz lat 80/90 kubańskiej Hawany. Z jednej strony dziwki, dealerzy, zabijające dla roweru dzieciaki, a z drugiej zapaleni miłośnicy sportu i kochające matki.
Interesująco przedstawił również pracę tamtejszej policji. Przejmujący się swoją rolą przedstawiciele władzy, dobre kontakty między nimi. Wszyscy cel mają jeden – znaleźć przestępcę i próbować powstrzymać to co się dzieje (a dzieje się źle).

Leonardo Padura jest pierwszym pisarzem, którego poznałam i który tworzy tak długie zdania. 😆 Na kilka/kilkanaście linijek tekstu. Czytając niektóre fragmenty, czułam się jak atakowana z karabinu maszynowego. 😛 Ale to nie minus, tylko taka refleksja.

Szczerze polecam i już nie mogę się doczekać przeczytania kolejnej powieści tego autora. 🙂

Ocena: 5/5

Read Full Post »

Wyjątkowo polubiłam tego typu literaturę. Czyli autor wybywa ze swego rodzimego kraju i osiada w innym, poznając ludzi, język, kulturę, a wszystko to zapisując i wydając w książkowej formie. Uwielbiam czytać różne spostrzeżenia na temat danego państwa i dziwnych zwyczajów mieszkańców. I to jest powód, dla którego ostatnimi czasy ciągle się w takie lektury zaopatruję. Natrafiając na te lepsze i, niestety, gorsze.

‚Cena wody w Finistere’ zalicza się do tej drugiej kategorii. Nie zauroczyła mnie autorka i jej sposób bycia. A czytanie na co drugiej stronie, jakie to napisanie książki o Finistere jest trudną sztuką, wręcz niemożliwą i wyżej wymieniona pani tego nie potrafi i nie chce nawet, trochę mnie nudziło.

Nie natrafiłam tutaj na to, czego oczekuję od tego typu literatury (a czego, patrz pierwszy akapit ;-)). Za to zostałam zarzucona mnóstwem informacji o kwiatach, krzewach, drzewach. Sadzeniu, przesadzaniu, pielęgnacji, wykopywaniu, przenoszeniu roślin. A nawet przesuwaniu ogromnych kamieni. Zdecydowanie poleciłabym tę książkę jakimś zapalonym ogrodnikom, będzie w sam raz. Ja, niestety, mam z tym mało wspólnego i kompletnie mnie to nie interesuje. A, przyznajmy szczerze, o tym jest 3/4 powieści. Nuda.

Uśmiałam się trochę przy rozdziale dotyczącym językowych pomyłek autorki. 🙂 Bardzo miło się to czytało, a niektóre sytuacje naprawdę powodowały u mnie wybuchy śmiechu. Wielki plus za to.

Podsumowując. Jeśli macie ochotę przeczytać o perypetiach obcokrajowca we Francji, trzymajcie się od tej książki z daleka. Za to jeśli macie ochotę poczytać o domowym ogrodnictwie w tym kraju i poradach dotyczących zakładania własnej dżungli, biegnijcie czym prędzej do księgarni i chwytajcie za ‚Cenę wody w Finistere’.

Na sekretarkę malarza nagrywam:
– Dzień dobry być madame, jestem zapomniana jedna rzecz, kiedy pan te rzeczy proszę. Łóżek noga przechodzona. Ja nie zdążyć ją.

Koniec taśmy, dzwonię jeszcze raz:
– Tak! Ta madame znów. Znów. Ściana ta nowy, niedobrze wiem po francusku dobranoc.

Ocena: 3/5

Read Full Post »

Święta zbliżają się wielkimi krokami, chociaż kompletnie tego w tym roku nie odczuwam. Nawet w mieście nie ma specjalnie wielu świątecznych akcentów. Aż dziwne. Za oknem zdecydowanie jesień, nie zima, i raczej już nie liczę, że przysypie śnieg, jak bywało to kiedyś. Szkoda.

Siedzę sobie i myślę, co zamówić u św. Mikołaja (czy Gwiazdora, po Wielkopolsku ;-)). Ciężki wybór, niestety (a może i stety…). Tyle ciekawych książek, a ja muszę się ilościowo ograniczać. Co tu kupić? Może coś polecicie, takie świąteczne must have. 8) Ja jestem mocno niezdecydowana.

Czekam jeszcze na zamówienie z KDC i wrzucę (w końcu!) niewielki listopadowy stosik. A na zrecenzowanie czeka ‚Cena wody w Finistere’, zdradzę tylko, że niezbyt mi się podobała. Zabiorę się za pisanie, niedługo. 😛

O ‚Coraz mniej milczenia’ (autorstwa Marty Fox) powiem tylko tyle, że spodziewałam się (szczególnie przez opisy na okładce) czegoś bardziej szokującego. I może głębszego poruszenia tematu? A tu… No, może po prostu po tym, co się w naszych czasach dzieje i o czym codziennie słyszymy, uodporniłam się na niektóre rzeczy i pewne sprawy, i nie wszystko mnie tak rusza? Ale przeczytać polecam, warto. Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że czcionka duża, kartki grube, książka cienka, więc czyta się bardzo szybko. Chociaż takie zabiegi wydawnictwa do mnie nie przemawiają. 😉

Jeszcze a propos kupowania książek, razem z Vitą można dostać podobno kilka tytułów za 7,9zł. Klik.

WordPress zaoferował padający śnieg, więc pozwolicie, że chociaż tym się zadowolę, skoro na prawdziwy nie mam co liczyć. Mam nadzieję, że Wam nie przeszkadza? Do tego zimowe logo. Twórzmy klimat, a co!

tyle śniegu było w zeszłym roku...

Read Full Post »

Zaczęłam od ostatniej książki pana Bruczkowskiego, ale nie szkodzi, w każdej prawi o czymś innym (jak sam pisze w posłowiu (którego nikt nie czyta)). Od tej akurat, bo tylko ją miała moja koleżanka, która była skłonna podzielić się nią ze mną (swoją drogą, zapalona japonistka, ucząca się tegoż języka dzielnie, podziwiam).

Książka traktuje o Radiu Yokohama (oh, cóż za zaskoczenie ;)) i wszystkim tym, co się w nim dzieje. O ludziach, którzy się nie słuchają, o duchach, które straszą, o Wiecznie Nieobecnej Szefowej oraz o zbliżającym się końcu świata. I samym miejscu.

Miejscu dziwnym i nietypowym. 4 budynki, połączone w całość. Kiedyś love hotel, teatr, sierociniec, pijalnia sake i mnóstwo innych, równie ciekawych. Aktualnie radio, studia, hotel dla klientów i pracowników, nagrywanie reklam i płyt. Siłownia, kozetka u pana Tabashi, sklepik, który wszystko ma, fryzjer raz na jakiś czas i drzewko bonsai, wiecznie przewracane.

I kilkoro ludzi. Mieszkających w owym miejscu. Nie opuszczających go (chyba, że za próg, na tylną uliczkę, po pizzę z wodorostami i składnikami, o których lepiej nie wiedzieć). Główny bohater, Martin Bos (przez jedno s!). DJ John. Andrew. Pan Ikeda (idol mój ;-)), pan Hayakawa. Amanda oraz zespół Y2K (świata koniec…). I, jakże barwna postać, kot Debiru. (Plus parę innych, mniej interesujących osób.) Wszyscy zaprzyjaźnieni, dobrze czujący się w swoim gronie. I chodzący wspólnie po ścianach Radia.

Bardzo przypadło mi do gustu lekkie pióro autora, a cięty język powodujący powstanie zabawnych sytuacji tylko dodaje powieści smaczku. Świetny pomysł z dwoma narratorami – kobietą i mężczyzną. Miło spojrzeć na coś z dwóch różnych perspektyw. Fabuła interesująca.
Mały minus, szczegół taki – zakończenie. Wolę jasne i klarowne. 😉

Cudna książka, wciągająca bardzo i rozśmieszają mocno. Pochłonięta w kilka wieczorów. BARDZO polecam! 🙂

Ocena: 5/5

Read Full Post »

W czwartek, po około dwóch latach nieobecności, skorzystałam znowu z usług biblioteki. 😀 I to tylko dlatego, że miałam w planach bezczynne siedzenie dwie godziny, a ona akurat była w pobliżu. 😉

Wyboru za dużego nie było (jeden z powodów, dla którego zrezygnowałam z uczęszczania do tej instytucji), więc chwyciłam za ‚Aleję samobójców’, na którą w sumie czaiłam się od daaawna, ale jakoś nigdy nie było okazji… Dobry wybór.

To był ciekawy powrót do polskich kryminałów, kryminałów jakże odmiennych od tych szwedzkich, islandzkich i innych. 😉 Sympatycznego inspektora w średnim wieku nie było, był za to nadinspektor Pater, hazardzista po rozwodzie, sprawiający nieciekawe wrażenie, miłością do niego nie zapałałam. A szkoda, bo lubię mieć w książkach ulubionych głównych bohaterów.

Sprawa od początku wydaje się dziwna. W Domu Starców ‚Eden’ (co za nazwa…) ginie jeden z klientów. Zostaje oskalpowany, jego palce są sklejone Super Glue i tworzą romb. Inny rezydent znika. Czy to się łączy? Poniekąd.
Jednakże, najdziwniejszy jest fakt, że prawie od razu do akcji wkracza ABW i przejmuje sprawę. Próbując ją ‚zmieść pod dywan’. Pater ma zakaz zbliżania się do Edenu, jego udział w tym wszystkim ma być zakończony. Szybko.
Ten jednak się nie poddaje, bierze urlop i prowadzi śledztwo na własną rękę. Do prawdy oczywiście dochodzi, jednak kończy się to dla niego mało przyjemnie.

Nie było żadnych przestojów, cały czas coś się działo. Ciekawe zwroty akcji, interesujący ludzie i sytuacje. I piłka nożna w tle. 😀

Z przykrością jednak stwierdzam, że polski policjant mnie do siebie nie przekonuje. Agresja, nieciekawa atmosfera, korupcja. ‚Krety’. To nie dla mnie. Wolę jednak czytać o tych przyjemniejszych przedstawicielach władzy, Mankella nic nie przebije.

Tak czy siak, książkę polecam.

Jelitkowo 0730

Ocena: 4,5/5

Read Full Post »

Older Posts »