Feeds:
Wpisy
Komentarze

Ah, ah, ah. Jak ja mogłam wcześniej nie zapoznać się twórczością Karin Fossum!? Jestem zachwycona. 🙂

Świetny, wciągający kryminal z wątkiem psychologicznym. Na miarę Mankella, naprawdę.

Powieść zaczyna się od zaginięcia kilkuletniej dziewczynki. Do akcji poszukiwawczej zostaje wysłany inspektor Konrad Sejer. Wdowiec, ojciec i dziadek, samotny, za towarzystwo ma psa. Doświadczony w swoim fachu. Do pomocy dostaje młodego policjanta Jakuba Skarre. Razem zabierają się do pracy. Jednak dzień po sprawie zaginionej dziewczynki, trafia się inna, o wiele większa. Sprawa zamordowanej młodej kobiety.

I tutaj zaczynają się schody. Nie ma żadnych śladów, żadnych dowodów, wskazówek. Sejere i Skarre muszą ‚wejść’ w otoczenie, zapoznań się dokładnie z rodziną, znajomymi i okolicznymi mieszkańcami. Po nitce do kłębka… 😉

Zakończenie jest zaskakujące i zawiłe. Nie tego się spodziewałam, a w trakcie czytania przeleciały mi przez głowę różne możliwości.

Mistrzowsko skonstruowany kryminał. Wyrazisty główny bohater, ciekawe postacie. Świetny wątek kryminalny i dobrze poprowadzona akcja. Do tego znakomite ‚pióro’ autorki. Czegoż chcieć więcej?
Zabrałam książkę w podróż, licząc, że starczy mi na jazdę w obie strony. Jednak jak zaczęłam, tak skończyłam, nie mogąc się oderwać. Całe szczęście, że mam jeszcze dwie pozycje tej autorki. 😀

Naprawdę gorąco polecam!

Ocena: 5/5

Reklamy

Chyba jestem wyjątkiem, ale mnie osobiście Włochy kompletnie nie pociągają i nie kuszą. Nie mam marzeń pod tytułem ‚domek w Toskanii’ albo chociaż ‚wakacje nad włoskim morzem’. Fajnie, że są, niech będą, ale na wakacje to ja bym do Szwecji lub Francji wolała pojechać. 😉

Po ‚Winnicę w Toskanii’ jednak sięgnęłam i był to całkiem udany wybór.

Ferenc Máté, Węgier, pisarz, żeglarz z zamiłowania. Mąż Candance i ojciec Bustera. Marzyciel, który jak sobie coś postanowi, to doprowadzi to do celu. I tak się stało właśnie ze słynną Winnicą w Toskanii.

Panu Máté zachciało się ruiny. Kilkusetletniej ruiny do odremontowania i doprowadzenia do stanu używalności. Z winnicami oczywiście. Nie mógł być to już odnowiony dom lub taki ledwo wybudowany. Nie, to miała być stara i zniszczona ruina. Po wielu poszukiwaniach, przejechaniu Toskanii wzdłuż i wszerz, prawie poddaniu się, Candance, jak zwykle niezawodna, znalazła. Znalazła to, czego Ferenc Máté tak pragnął.

Il Colombaio. Trzynastowieczny klasztor położony w dolinie Montalcion. I 24 hektary doskonałych pól pod winnice. Miłość od pierwszego wejrzenia. 🙂

Autor po kolei zapoznaje nas ze wszystkim, co związane jest z odnawianiem jego wymarzonego domu i powstawaniem wyśnionej winnicy. Czytając, wspólnie z autorem przez wszystko przechodzimy. Każde sukcesy, niepowodzenia odczuwamy razem z Máté. Z jego przyjaciółmi, robotnikami, dziwnymi perypetiami, zdecydowanie nie można się tu nudzić.

Ferenc Máté opowiada z wielką pasją. Widać i czuć, że to jest właśnie to co kocha – rodzina, Il Colombaio, Toskania. Pomimo tych wszystkich niepowodzeń, on się nie zraża i ciągnie dalej budowę domu i przygotowania pod działalność pierwszej własnej winnicy. Co kończy się takimi efektami, o jakich pewnie w ogóle nie śnił. 🙂 Ale na co zasługiwał.

Powieść czyta się jednym tchem, jakby czytana historia była przez kogoś właśnie opowiadana na żywo. Baaaardzo przyjemna lektura. Szczególnie na te śnieżne mroźne dni.

Ocena: 4,5/5

ps. Jeśli ma ktoś ochotę zobaczyć, jak wygląda owa winnica, zapraszam na oficjalną stronę autora: http://www.ferencmate.com/

ps2. Ale do Włoch nadal się nie przekonałam. 😛

Szczęśliwego Nowego Roku!

Podsumowanie roku 2009

Wszyscy robią podsumowania, to i ja coś skrobnę na ten temat.

Przeczytałam 50 książek. Z wyniku jestem bardzo niezadowolona, kiedyś było tego minimum dwa razy więcej. Niestety, tak się jakoś w tym roku układało, że czasu i chęci na czytanie było, oględnie mówiąc, mało.
Nie wszystkie lektury zostały zrecenzowane – w niektórych przypadkach dochodziłam do wniosku, że nie warto o nich wspominać, niekiedy po prostu mi się nie chciało pisać. Zapewne będzie tak również i w nadchodzącym roku, nie widzę potrzeby pisania o wszystkich przeczytanych książkach. 😉

Jakie lektury dominowały? Kryminały oczywiście, zdecydowanie jest to mój ulubiony gatunek. Oprócz tego trochę książek związanych z Azją i innymi peryferiami literackami. Polubiłam również mocno nowy (dla mnie) rodzaj powieści – tych opisujących perypetie związane z życiem w obcym kraju.

Nadal wierna byłam Henningowi Mankellowi. W końcu to on zaszczepił we mnie miłość do kryminałów skandynawskich. Jak i Aleksandrze Marininie, autorce rosyjskich powieści detektywistycznych. Inni ‚powracający’ pisarze to: Zafon, Schmitt, Cejrowski czy nawet Rowling. 😉

Odkryłam również nowych autorów, po których książki sięgnę znowu, na pewno. Wymienić tutaj mogę Kathy Reichs, Marcina Bruczkowskiego, czy Leonardo Padurę.

Myślałam o Książce Roku. I chyba trudno byłoby mi taką wybrać. Przeczytałam sporo świetnych lektur, ale żadnej raczej nie potrafiłabym wynieść ponad resztę. I z tego powodu, zrobiłam listę Top 3.

Najlepsze przeczytane książki w 2009:
1. ‘Gorączka w Hawanie’ – Leonardo Padura (za klimat, za styl, za Mario Conde)
2. ‘Nie będę Francuzem’ – Mark Greenside (za Francję i humor)
3. ‘Mogę odejść, gdy zechcę’ – Young-ha Kim (za temat i podejście do niego, za samą historię i bohaterów)

Porażek również trafiło się kilka, chociaż taka największa i najboleśniejsza to ‚Total Cheops’ pana Izzo. Nie, nie i nie.

Ile książek mi przybyło w tym roku? W sumie nawet trudno powiedzieć, ale nie było ich specjalnie wiele. Z pobieżnych obliczeń, na moje półki trafiło około 80 książek. Częścią z nich nie chwaliłam się na blogu, a szkoda.
Drugie tyle, a może i jeszcze więcej (zapewne…) czeka nadal na przeczytanie. Nawet mam ambitny plan ułożenia tego w kupkę, ale nie wiem, czy na pewno chcę wiedzieć, ile tego jest. 😛

Jedyne plany na przyszły rok to: czytać więcej i wytrwać w blogowaniu.

Życzenia będą jutro. 😛

ps. A żeby miło zakończyć ten rok, złożyłam zamówienie na parę książek w jednej z internetowych księgarni. 8)

Urodziny…

…Książkowni!

Tak, mili Państwo, obchodzimy dzisiaj nasze pierwsze urodziny. 😀 Przyznam, że nie spodziewałam się, że tyle tu wytrwam, pisząc, recenzując. Z małymi przerwami, ale się udało. 😉 Ależ ten czas leci…

Chciałam serdecznie podziękować wszystkim odwiedzającym i komentujący. Jak i innym blogowiczom, których z wielką chęcią odwiedzam i czerpię książkowe inspiracje. Bez Was, pewnie by Książkowni nie było. Prawie 5000 wejść w ciągu jednego roku – nigdy nie spodziewałabym się takiej liczby.

Życzę sobie tylko, żebym za rok znowu mogła tutaj świętować. 🙂 Pozdrawiam!

Nareszcie mogę się pochwalić nowymi książkowymi nabytkami. 😀

stosik grudniowy

Od góry:

‚Sześć przechadzek po lesie fikcji’ – Umberto Eco
‚Pamiętniki Jane Austen’ – James Syrie
‚C jak cisza’ – Sue Grafton
‚Kto się boi dzikiej bestii’ – Karin Fossum
‚Nie oglądaj się’ – Karin Fossum
‚Za podszeptem diabła’ – Karin Fossum
‚Kolekcja’ – Gioia Diliberto
‚Zadyma w dzikim sadzie’ – Kiran Desai
‚Mefisto’ – John Banville
‚Białe zęby’ – Zadie Smith
‚Ładne duże amerykańskie dziecko’ – Judy Budnitz
‚Pochwała macochy’ – Vargas Llosa
‚Przypadek Adolfa H.’ – Eric Emmanuel Schmitt
‚Utajone miasto’ – Gunnar S. Paulsson

Z boku:

‚Moje Indie’ – Jarosław Kret
‚Rok w podróży. Dziennik pasjonatki’ – Frances Mayes
‚Zapora’ – Henning Mankell
‚Winnica w Toskanii’ – Ferenc Mate

stosik listopadowy

Od góry:

‚Deja dead’ – Kathy Reichs
‚Portret anioła’ – Nora Roberts
‚Cena wody w Finistere’ – Bodil Malmsten
‚W ogrodzie Mirandy’ – Katarzyna Krenz
‚Gorączka w Hawanie’ – Leonardo Padura

razem

Mam problem z napisaniem recenzji tej książki. Z jednej strony, wciągająca, przedstawiona historia interesująca, z drugiej jednak strony – kompletnie mnie to wszystko nie poruszyło. I nie wiem, dlaczego ‚Pachnidło’ zrobiło taką furrorę na świecie.

Süskind przedstawia nam ciekawą koncepcję odbioru otaczającego nas świata – poprzez zapachy. Jednocześnie, ukazuje Paryż, miasto, które teraz jest właśnie królestwem zapachów i mody, jako najbardziej śmierdzące miejsce na świecie. I ludzi, jako najbardziej śmierdzące stworzenia na świecie.

Główny bohater, Jan Baptysta Grenouille, jedyny człowiek na ziemii, który nie pachnie, tym samym od początku sprowadzając na siebie kłopoty. Jego matka chciała go zabić, kolejne opiekunki się go pozbywały. Ten jednak, porównując się do kleszcza, który czyha na swe ofiary, kompletnie niczym się nie zrażał. Od początku wiedział, czego chce, musiał tylko, jak ten kleszcz, czekać. I doczekał się.

Zaczął pracę w perfumerii, gdzie poznawał wszystkie tajne techniki i sposoby wytwarzania nowych zapachów. Samo tworzenie zapachów nie robiło na nim wrażenia, przecież sam od dawna robił to samo, ale w swojej głowie. Jednakże, wydobywanie zapachów z kwiatów, roślin zaowocowało złowieszczą myślą, w której trwał, aż do swego upadku.

Chciał pachnieć tak, żeby cały świat padł przed nim na kolana. I wiedział, że da się to zrobić.

Historia psychopaty, jego sposób odbioru świata (i nie chodzi mi tutaj o owe zapachy) i przedstawienie go, kompletnie mnie nie poruszyły. Nie wiem, były trochę naiwne? Biedny morderca, którego nikt nie kocha i wszyscy odrzucają. Porozczulajmy się. :]

Z drugiej strony, jest to naprawdę dobre czytadło, wciągające, z ciekawą fabułą. Nie uważam jednak, żeby była to wielka powieść.

Ocena: 3/5